Bagaże i wózek w hali odlotów na Warszawa Chopina
Europa

Lot z trójką dzieci na Kretę – nasza relacja i sprawdzone patenty

Planowanie wakacji w składzie 2+3 to nie jest zwykłe pakowanie walizek. To operacja logistyczna, która wymaga precyzji chirurga i cierpliwości mnicha tybetańskiego. Ośmioletni Adaś, trzyletnia Hania i nasza najmłodsza, czteromiesięczna Zosia – każde z nich ma inne potrzeby, inny rytm dnia i inny zestaw „niezbędnych” rzeczy. Jeśli zastanawiacie się, jak wygląda podróż samolotem z niemowlakiem i dwójką starszaków na trasie Warszawa Chopin – Heraklion, to ten tekst jest dla Was.

Strategia pakowania. Dwie duże walizki i ta jedna specjalna na pampersy

Pakowanie rodziny pięcioosobowej to wyższa szkoła matematyki. Początkowo plan był prosty – bierzemy dwie duże walizki rejestrowane. Szybko jednak rzeczywistość nas zweryfikowała. Przy 4-miesięcznym niemowlaku zapas pampersów, podkładów, chusteczek nawilżanych i ubranek na każdą możliwą „awarię” zajmuje tyle miejsca, że musieliśmy dobrać trzecią, mniejszą walizkę.

Była to nasza dedykowana „walizka higieniczna”. Ktoś mógłby powiedzieć, że pampersy można kupić na miejscu w Grecji, ale każdy rodzic niemowlaka wie, że w podróży nie chce się eksperymentować z nowymi markami i ryzykować odparzeń w 25-stopniowym upale. Dzięki temu rozwiązaniu w dwóch dużych walizkach faktycznie zmieściliśmy ubrania dla reszty naszej ekipy, a mała walizka na powrocie służyła nam jako idealne miejsce na greckie oliwy i pamiątki.

Bagaże i wózek w hali odlotów na Warszawa Chopina

Plecaki podręczne – mobilne centrum ratunkowe

Do samolotu weszliśmy z trzema plecakami podręcznymi i każdy z nich miał swoją krytyczną funkcję. Dlaczego aż tyle? Po pierwsze – zmiana klimatu. Wylatując z Polski w maju, mierzyliśmy się z chłodem, podczas gdy w Heraklionie czekało na nas słońce. Musieliśmy mieć ubrania „na cebulkę”, które mogliśmy szybko zdjąć po lądowaniu.

Po drugie – zasada dwóch zestawów. Każde z dzieci miało w plecaku po dwa kompletne zestawy na przebranie. Jeśli myślicie, że to przesada, przypomnijcie sobie moment, w którym dziecko wylewa na siebie sok tuż po starcie, a Wy macie przed sobą jeszcze dwie godziny lotu. Dodatkowo plecaki wypchane były „umilaczami” czasu i przekąskami. Lotnisko to nie jest moment na naukę jedzenia brokułów – musy, krakersy i ulubione domowe kanapki to jedyna droga do świętego spokoju.

Dojazd na lotnisko. Kiedy zwykłe auto mówi „pas”

To często bagatelizowany punkt programu, a jednak to właśnie on decyduje o tym, w jakim nastroju przekroczycie próg terminala. Przy naszej piątce – dwójce dorosłych i trójce dzieci o skrajnie różnych potrzebach – pakowanie do samochodu przypominało najbardziej stresującą partię Tetrisa w moim życiu. Kiedy na podjeździe wylądowały dwie ogromne walizki, trzecia „pieluchowa”, nasz wózek Stokke YOYO 3 i trzy pękające w szwach plecaki podręczne, nasze poczciwe rodzinne kombi nagle wydało się wielkości Fiata 126p.

Szybko dotarło do nas, że standardowe auto osobowe w tej konfiguracji po prostu przestało istnieć. Nie było fizycznej możliwości, żebyśmy domknęli bagażnik bez ryzyka, że przy pierwszej lepszej dziurze w drodze walizka z zapasem pampersów wystrzeli w kosmos, a pasażerowie z tyłu zostaną przysypani plecakami z prowiantem. O komforcie jazdy nie było mowy – wizja Hani siedzącej z nogami na wózku i Adasia wciśniętego między fotelik Zosi a torbę z elektroniką, skutecznie wyleczyła nas z pomysłu jazdy własnym transportem.

Zdecydowaliśmy się na wynajęcie dużego busa i, muszę to przyznać z ręką na sercu, była to najlepsza decyzja tych wakacji.

Kiedy pod dom podjechał przestronny pojazd, poczuliśmy natychmiastową ulgę. Zero upychania bagażu kolanem, zero nerwowych okrzyków „uważaj na głowę!” i, co najważniejsze, zero stresu, że ktoś spędzi drogę na lotnisko z walizką na kolanach. Zamiast logistycznej walki o przetrwanie, mieliśmy spokojną podróż, podczas której dzieci mogły swobodnie wyciągnąć nogi, a my mogliśmy w myślach odhaczyć listę rzeczy do zrobienia. Podjechaliśmy pod same „Odloty” na Chopinie z poczuciem, że nasza ekspedycja zaczyna się w prawdziwym komforcie, a nie w ścisku i pocie czoła. To był ten moment, w którym tryb wakacyjny faktycznie przeskoczył w naszych głowach na „on”.

Na Lotnisku Chopina – Fast Track i przywileje dla rodzin

Warszawskie lotnisko ma jedną ogromną zaletę dla rodziców – specjalne, przyspieszone przejście dla rodzin z małymi dziećmi. Dzięki Zosi mogliśmy skorzystać z Family Line, co przy kontroli bezpieczeństwa oszczędziło nam dobrych 30 minut stania w kolejce.

Wiele osób martwi się o płyny, ale pamiętajcie – podróżując z małym dzieckiem, możecie mieć w bagażu podręcznym wodę, mleko w butelkach, słoiczki, a nawet musy owocowe powyżej standardowych 100 ml. Wszystko to przechodzi osobną kontrolę, ale jest absolutnie dozwolone. Najtrudniejszym etapem było samo czekanie na odprawę. To ten moment, w którym dzieci nudzą się najbardziej. Adaś zaczął już marudzić, a Hania urządziła sobie wyścigi między słupkami. Tu przydają się wszystkie przekąski z plecaka.

Puste krzesełko dla oczekujących na lotnisku

Magia wózka YOYO pod samą bramką

Do samej bramki (gate) dojechaliśmy naszym niezawodnym Stokke YOYO 3. To niesamowite ułatwienie – Zosia mogła spokojnie leżeć niemal do ostatniej sekundy przed wejściem na pokład. Wózek oddaliśmy obsłudze dopiero na samym końcu, przy schodkach do samolotu.

Obsługa zabrała go do luku, a my mogliśmy wejść do maszyny z wolnymi rękami (no, o ile wolnymi rękami można nazwać trzymanie trójki dzieci i plecaków). To, że wózek jest tak kompaktowy, sprawia, że obsługa lotniska patrzy na niego łaskawiej, a my mieliśmy pewność, że po lądowaniu w Heraklionie odzyskamy go bardzo szybko.

Lot Warszawa – Heraklion. Jak zniosły to dzieci?

To był nasz największy znak zapytania. Jak 4-miesięczna Zosia zareaguje na zmiany ciśnienia? Okazało się, że niepotrzebnie się baliśmy. Zosia zasnęła dokładnie w momencie, gdy pilot zwiększył obroty silnika do startu. Przespała połowę lotu do Grecji, a w drodze powrotnej… przespała niemal całą podróż! Karmienie przy starcie i lądowaniu to absolutnie najlepszy sposób na uniknięcie bólu uszu u maluszka.

Ciekawie było u starszaków. Adaś na początku był bardzo spięty, trochę bał się startu i tego dziwnego uczucia w brzuchu. Hania, nasza mała negocjatorka, natychmiast wyczuła sytuację. Zamieniła się z nim miejscami, usiadła przy oknie i z nosami przyklejonymi do szyby pokazywała Adasiowi chmury. Ta zamiana miejsc zdziałała cuda – Adaś poczuł się bezpieczniej w środku, a Hania była wniebowzięta, obserwując świat z góry. Sam lot trwał około 2,5 godziny, co przy trójce dzieci jest „złotym czasem” – nie zdążą się jeszcze porządnie pokłócić o tablet czy przekąskę.

Rozkład lotu – dlaczego 11.20 to godzina idealna

Mieliśmy wielkie szczęście do godzin lotu. Start o 11.20 to dla rodziny z dziećmi marzenie. Nie musieliśmy budzić ekipy o 4 rano w atmosferze ogólnego dramatu. Zjedliśmy spokojne śniadanie w domu, na spokojnie dojechaliśmy na Chopina i mieliśmy czas na kawę na terminalu.

Lądowanie po 14.00 lokalnego czasu oznaczało, że w hotelu byliśmy w okolicach 15.30. To idealny moment na zameldowanie, szybkie rozpakowanie kąpielówek i pierwsze wyjście na kolację. Dzieci nie były „przebodźcowane” ani wycieńczone niewyspaniem, co przy podróży 2+3 jest kluczem do przetrwania pierwszej nocy w nowym miejscu.

Kilka rad na koniec

Lot na Kretę z trójką dzieci to wyzwanie, ale przy dobrym planie staje się częścią przygody, a nie przykrym obowiązkiem. Wykorzystujcie Fast Tracki, pakujcie więcej ubrań na zmianę niż myślicie, że potrzebujecie i nie bójcie się zamiany miejsc, jeśli starsze dziecko poczuje lęk. Najważniejszy jest spokój rodziców – jeśli my jesteśmy wyluzowani, Zosia, Hania i Adaś też tacy będą. No, przynajmniej przez większość lotu!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *